wtorek, 24 stycznia 2012

Dziecko po świętach...czy naprawdę musiało być tak trudno?

A teraz usiądź wygodnie, odpręż się i cofnij się pamięcią o miesiąc. Przypomnij sobie świąteczne przygotowania, świąteczną kolację, świąteczny odpoczynek. Jest? Przypomnij sobie swoje ukochane dziecko, jego zachowanie, jego emocje, swoje emocje. Wciąż widzisz swoje dziecko? A może naładowanego telewizyjnymi reklamami dla dzieci, głośnego i nieuznającego żadnych reguł  potwora o anielskiej buzi? Czy święta muszą oznaczać koniec wszystkich wychowawczych osiągnięć?

Przygotowania do świąt zyskują zupełnie nowy wymiar gdy w domu pojawia się dziecko. Od tej chwili wszelkie tradycje i zwyczaje, zaniedbane często przez brak czasu i pośpiech, wracają dla tej jednej małej istotki. Starszy maluch przynosi z przedszkola choinkowe ozdoby, pyta o sianko pod stołem i z przejęciem liczy świąteczne nakrycia. Jest to piękne i wzruszające, gdyż angażując się w przygotowanie malca do świąt, sami nierzadko odkrywamy w sobie dziecięcą radość. Z roku na rok świąteczna atmosfera zaczyna jednak coraz mocniej łączyć się z nerwowym pośpiechem, wydatkami przekraczającymi często nasze możliwości, problemami związanymi z zakończeniem roku w firmie. Nasze życie pędzi i ciężko jest nam zwolnić, a co dopiero zatrzymać się i odgrodzić od siebie wszelkie zmartwienia. Efekt? Święta nas denerwują, stresujemy się wydatkami, obowiązkami, brakiem pieniędzy. Trudno więc dziwić się, że nasze dzieci również mają problem z odnalezieniem się w tej szczególnej, świątecznej (czytaj: ZWARIOWANEJ) atmosferze.

Efektem naszego zabiegania i podenerwowania są dokładnie takie same emocje u naszych dzieci. Różnica polega jednak na tym, że one nie rozumieją „dorosłych problemów”, z wielką siłą odczuwają jednak to, co dzieje się w naszych umysłach. Zdenerwowana mama to zdenerwowane dziecko, pochłonięty zmartwieniami i zabiegany rodzic szybko zderzy się  z wyjątkowo stanowczym zachowaniem dziecka. To dlatego właśnie każde próby zrobienia porządków kończyły się jeszcze większym bałaganem, wywołanym przez Twojego malucha, który koniecznie chciał powycierać półki. Choinka trzy razy przewracała się na podłogę a Twoje ciasto na pierogi znikało w niewyjaśnionych okolicznościach. Dzieci domagają się uwagi, szczególnie wtedy, kiedy dwoimy się i troimy aby ogarnąć wszystkie sprawy.

Gdy więc świąteczna nerwówka już dawno przestała zaprzątać Twoją głowę czas na podsumowanie: co się sprawdza a co gwarantuje domową wojnę z dzieckiem. Kolejne zmagania już za kilka miesięcy czy jednak zawsze musi być tak trudno?

Maaaamo, ja chcę z Tobą!

„Nie teraz”, „poczekaj”, „daj mi spokój”, „pobaw się sam”, „idź do taty” – te słowa padają z naszych ust częściej niż nam się wydaje. Na dzieci działają jednak jak płachta na byka a efekt jest odwrotny do tego, o jakim my myślimy. Uwaga rodzica jest powodem wielu problemowych zachowań maluchów. Wykorzystaj więc tę zasadę i zaangażuj dziecko w świąteczne przygotowania. Będzie czuło się zauważone i dumne, pozwól mu więc wsypywać składniki lub przygotuj dla niego szmatkę do wycierania mebli. Zajmie Wam to więcej czasu ale radość dziecka – bezcenna!

Chcę to i to i to i jeszcze to!

Producenci zabawek przeznaczają ogromne kwoty na reklamy swoich zabawek, specjaliści od planowania kampanii marketingowych znajdują coraz to nowe sposoby na dotarcie do małych odbiorców. Dzieci są bezbronne wobec zmasowanego ataku reklam, chcą wszystkiego i chcą tego natychmiast. Podekscytowane opowieściami o św. Mikołaju i jego potężnej załodze elfów, szykujących prezenty dla grzecznych dzieci, zapominają o znaczeniu i zastosowaniu słowa „grzeczny”. Na nic więc Twoje prośby i groźby, święta to czas, kiedy ilość bodźców docierających do malucha jest tak duża, że przekracza wszelkie możliwości ich kontroli. Świadomość tego pomoże Ci opanować własne emocje, które trudno jest utrzymać na wodzy gdy dziecko, wszelkimi dostępnymi środkami, domaga się realizacji swojego kolejnego marzenia. I to w trybie natychmiastowym.

Nie ubiorę się! Nie jadę! Nie lubię cioci!

Jeszcze wczoraj Twoje dziecko z podekscytowaniem szykowało się na świąteczny wyjazd, leżąc w łóżku rozprawiało z przejęciem o tym, co czeka je następnego dnia. A dziś, jak na złość, prawdziwa metamorfoza – nic się nie podoba, wszystko jest nie tak, cokolwiek zrobisz nie trafia w gust Twojego dziecka. Niestety, w sytuacji dużego napięcia, zachowanie dzieci często tak właśnie wygląda. Podekscytowanie zamienia się w podenerwowanie i tylko chwile dzielą Was od prawdziwej awantury. Czy jest szansa aby jej uniknąć? Pamiętaj, w sytuacji gdy emocje dziecka wymykają się spod jego kontroli, ster przejmuje rodzic – to my pomagamy dzieciom uspokoić się i znaleźć rozwiązanie w trudnej sytuacji. Oszczędź więc sobie nerwów i postaw na spokój – zobaczysz, że szybko udzieli się Twojemu dziecku.

Wskazane sytuacje są charakterystyczne dla okresów świątecznych, w rzeczywistości jednak każda z nas spotyka się z nimi niemal codziennie. Nasze dzieci są skazane na nadmiar bodźców, z którymi nie potrafią sobie poradzić, zmagają się z naszym stresem i naszymi reakcjami na problemy. I w tym wypadku sprawdza się reguła: „spokojny rodzic to spokojne dziecko” – wyjdź więc do drugiego pokoju, usiądź na chwilę i policz do 10 (najlepiej do 40). A gdy poziom emocji zacznie spadać i oddech się wyrówna, przypomnij sobie ten moment gdy patrzyłaś w oczy Twojego maluszka, który w Twoich ramionach poznawał świat – chciałaś być wtedy dla niego ostoją bezpieczeństwa i miłości. Teraz maleństwo urosło i nabyło sporo umiejętności, które wykorzystuje w walce o prawo decydowania o sobie – wciąż jednak potrzebuje bezpieczeństwa i miłości. Święta czy zwyczajny dzień – uwaga, spokój i zrozumienie pomogą Tobie przetrwać zmagania z własnym dzieckiem a wręcz konstruktywnie je rozwiązać… już za kilka miesięcy kolejne przygotowania.

piątek, 2 grudnia 2011

Jak to jest z tymi wybuchami złości?

Wyobraź sobie, że przed Tobą leży talerz z przepyszną, pachnącą potrawą – zapiekanka, pizza, może idealnie przyrządzony deser. Dokładnie taką, jak lubisz i o jakiej marzyłeś. Jesteś wściekle głodny i pragniesz w tej chwili jedynie tego, aby zjeść to apetyczne danie. Zamknij teraz oczy, wyobraź sobie tę sytuację, poczuj zapach potrawy, wyobraź sobie jak smakuje i jaki piękny robi się świat gdy możemy sobie zjeść to, na co bardzo mamy ochotę. Czujesz już ten błogostan? A teraz wyobraź sobie, że właśnie podchodzi Twój szef, przyjaciel albo obojętnie jaka osoba i zabiera Ci sprzed nosa to, co jeszcze sekundę temu, stanowiło szczyt Twoich marzeń. „Nie nie, nie podjadamy”, „Poczekaj”, „Później” – jak brzmią w tym smutnym momencie takie słowa? Czujesz narastającą frustrację? Czujesz jak budzi się w Tobie złość, jak wielką masz ochotę policzyć się z tym, kto pozbawił cię wymarzonego obiadu?
Dla większości z nas wystarczy jedno spojrzenie na stan konta aby poczuć dokładnie te emocje o których tutaj piszę. Frustracja, złość, rozczarowanie, smutek, żal, gniew… Bardzo czegoś chcemy a nie dostajemy i czy w tej danej chwili jakiekolwiek tłumaczenie ma sens?
Dzieci czują się tak – nie skłamię – jakieś kilkadziesiąt razy dziennie. Czują się tak za każdym razem kiedy słyszą słowo NIE, NIE WOLNO, NIE TERAZ, NIE DOSTANIESZ, NIE MOŻESZ, NIE KUPIĘ CI, POCZEKAJ. Różnica pomiędzy dziećmi a dorosłymi polega na tym, że my mamy już przyswojone normy, mamy swoje doświadczenia zebrane przez całe lata, dzięki którym nie musimy sprawdzać co się stanie, gdy zafundujemy kopniaka naszemu szefowi. My to doskonale wiemy. I ta wiedza jest tak silna, że stanowi bodziec do pohamowania naszej złości. Poza tym mamy, mówiąc bardzo prosto, „DOJRZAŁE MÓZGI”, w których obszary odpowiedzialne za kontrolę emocji działają dobrze. U dzieci natomiast dojrzewanie układu nerwowego jest dopiero w toku i natura wymyśliła to tak, że najpierw dojrzewają ośrodki odpowiedzialne za odczuwanie emocji, abyśmy już od najmłodszych lat sygnalizowali swoje potrzeby i szybko reagowali na niebezpieczeństwo, czuli strach czy złość, które ratowały nam przecież życie. Dopiero później nasza kora mózgowa rozwija się na tyle że zaczynamy te nasze emocje powstrzymywać, w zależności od sytuacji.
Nasze emocje silnie wiążą się z naszymi pragnieniami – chłopczyk wpada w szał gdy nie chcemy kupić mu kolejnego samochodzika a dziewczynka rozpacza nad Barbie Akademia Księżniczek lub kuchnią hello kitty. Tak samo jest z nami –  który kierowca nie patrzy z tęsknotą na Audi Q7 w salonie samochodowym, która kobieta nie zatrzyma wzroku na wystawie pięknej biżuterii? Nie znaczy to jednak, że wkraczamy do salonu i krzykiem wymuszamy nowy samochód lub zabieramy najnowszą kolekcję bransoletek. My to już wiemy, dziecko dopiero się uczy – ale  długa droga jeszcze przed nim i przy okazji - przed nami.
To w jakim stopniu nasze dzieci opanują umiejętność rozpoznawania i radzenia sobie z emocjami, w dużej mierze zależy od tego, jak my sami potrafimy rozeznać się we własnych afektach. Jeżeli potrafimy rozpoznawać własne emocje, jeżeli akceptujemy, że mamy prawo odczuwać złość, strach  czy smutek, łatwiej będzie nam rozpoznać emocje dziecka i wczuć się w jego sytuację. Znalezienie przyczyny pomoże nam inaczej spojrzeć na agresywne zachowanie dziecka, histerię czy bunt. Łatwiej będzie nam zrozumieć co kieruje dzieckiem, zrozumieć że jego zachowanie nie wynika ze złośliwości.
Podsumowując - pamiętajmy, że emocje dziecka zdecydowanie różnią się od tych, które przeżywamy my:
1.   Dzieci są bardzo impulsywne i są sytuacje kiedy po prostu nie potrafią kontrolować swojego zachowania.
2.   Dzieci dopiero uczą się przewidywania konsekwencji swojego postępowania, co oznacza, że jeszcze sporo czasu minie zanim opanują tę umiejętność.
3.   Dzieci nie mają jeszcze utrwalonych norm i zasad funkcjonujących w życiu społecznym, potrzebują jasnego i spójnego modelu wychowawczego aby nauczyć się co i kiedy im wolno.
To rodzic, poprzez modelowanie, prezentuje dziecku właściwe formy wyrażania emocji, które dziecko zastosuje w przyszłości. Ale jak to zrobić? Jak reagować niewłaściwe zachowanie,  jak pomóc, jak przynajmniej nie zaszkodzić? O tym napiszę – a tymczasem… Drodzy Rodzice, święta tuż tuż, mnóstwo wydatków przed nami, trzeba na ten stan konta spojrzeć i … zachować spokój. Przecież dzieci patrzą…

niedziela, 13 listopada 2011

Dziecko w szpitalu / Rodzic w szpitalu

Rodzic w szpitalu? Chyba raczej dziecko w szpitalu? Przecież to ono jest pacjentem, dostaje lekarstwa, znosi zabiegi. Na czym polega rola rodzica? Co robić aby pomóc dziecku, ułatwić mu pobyt w szpitalu a przynajmniej – nie zaszkodzić?
Tak, tak, wbrew pozorom zaszkodzić jest bardzo łatwo i często nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nasze emocje, nasz stres, zdenerwowanie udzielają się maluchowi, relacja jest w tym wypadku bardzo prosta – nerwowy rodzic to nerwowe dziecko.  Pierwszym i najważniejszym zadaniem, jakie stoi przed rodzicem, bardzo trudnym zadaniem, jest więc: USPOKOIĆ SIĘ. Nerwy w tym wypadku nie pomagają, skutecznie za to dezorganizują Wasze działanie.
Jedziemy do szpitala! Ok, jedziemy, zakładamy więc, że sytuacja jest więc poważna. Przygotuj się w takim razie na opcję, że w tym szpitalu zostaniecie. Konieczna jest więc torba a w niej wszystko co jest konieczne do egzystowania przez najbliższą dobę – dla Ciebie i dziecka. Ubranka na zmianę, pieluszki, butelki/kubek, piżamka, jakaś ulubiona podusia/maskotka. Nie zapomnij o sobie: odzież na zmianę, do spania, podstawowe kosmetyki. W większości szpitali rodzic może zostać z dzieckiem przez całą dobę, wszystko zależy jednak od regulaminu na konkretnym oddziale i oczywiście stanu zdrowia dziecka. Nie licz jednak na szczególną wygodę, choć to również nie jest regułą. Przygotuj się na szpitalny materac – weź więc ciepły koc, którym będziesz mogła się przykryć…na podłodze jest naprawdę zimno. Nie przerażaj się wielkością spakowanej torby – naprawdę lepiej zabrać za dużo niż kursować potem pomiędzy domem a szpitalem.
Przyjęcie do szpitala… Wydawałoby się, że przekraczając szpitalne progi już w nim jesteście… nic bardziej mylnego. Czeka Was jeszcze długa droga formalności związanych z przyjęciem dziecka. I tu wracamy do pierwszej zasady: USPOKÓJ SIĘ. To prawda, że kolejka oczekujących, chorych dzieci może przyprawić o zawrót głowy. To prawda, że pytania o Wasz wiek, wykształcenie czy imię ojca wydają się w tej sytuacji zupełnie bezpodstawne. To prawda, że w sytuacji choroby dziecka, w pośpiechu zapominamy o potwierdzeniu ubezpieczenia, czasem nawet o książeczce zdrowia malucha. Przepisy są jednak nieubłagane a osoby rejestrujące dziecko niestety nie mają na to wpływu. I z pewnością każdego dnia wysłuchują kilka/naście/dziesiąt komentarzy na temat polskiej służby zdrowia. Postaraj się więc być tym przygotowanym rodzicem, zabierz wszystkie dokumenty i cierpliwie odpowiadaj na pytania. To naprawdę jest konieczne.
Ostatecznie lądujemy na sali szpitalnej. Drogi Rodzicu, ogromne pole do popisu właśnie dla Ciebie. Postaraj się zrobić wszystko, aby dziecko poczuło się w nowym miejscu choć trochę bezpiecznie. Nie rozpaczaj więc nad ilością łóżek w pokoju, obdrapanymi ścianami, maleńką szafką, światłem wpadającym przez drzwi. Nie irytuj się z powodu hałasu, ludzi kręcących się po korytarzu, personelu medycznego wchodzącego i wychodzącego z sali.  To rodzic musi stworzyć przytulną atmosferę, uwierz że to jest możliwe nawet w metalowym, szpitalnym łóżeczku. Pomoże ulubiona poduszeczka lub pluszak, kilka domowych zabawek, książeczki. Wspaniałym rozwiązaniem, szczególnie gdy trzeba malucha utrzymać przez dłuższy czas w jednym miejscu, okazuje się laptop i zestaw bajek na płytach – nie możemy tego nadużywać ale w trudnych sytuacjach naprawdę pomaga. 
I niestety – musicie przetrwać jakoś konieczne zabiegi. „Motylek” na rączce, podłączona kroplówka, podawane dożylnie leki. I chodź serce nam pęka, na widok naszego płaczącego maleństwa, uwierz, że Panie pielęgniarki naprawdę bardzo się starają wykonywać zabiegi delikatnie i sprawnie. Nie krzycz więc „No jak Pani to robi” czy „Czy Pani nie widzi, że ją to boli?!”. One widzą i wiedzą, pewne rzeczy po prostu muszą być zrobione. Spokojnie pomagaj więc przy zabiegach, trzymaj, przytulaj malucha, spokojnie tłumacz, ocieraj płynące łezki. To tylko chwila a każde kolejne lekarstwo przybliża Twoją pociechę do wyzdrowienia. A dzieci, chodź dla nas to kompletnie niezrozumiałe, są bardzo dzielne, mądre i rozumieją więcej, niż nam się wydaje. Cierpliwie znoszą wykonywane na nich zabiegi, chronią swojego „motylka” i z dumą przyjmują kolejną naklejkę „dzielny pacjent”.
Pobyt w szpitalu, szczególnie pierwszy raz, jest trudną sytuacją dla całej rodziny. Początkowo czas wydaje się stać w miejscu a lekarstwa – kompletnie nieskuteczne. Każdy kolejny dzień będzie jednak łatwiejszy a widok zdrowiejącej pociechy doda sił również Wam. Zapewne nie będzie Wam brakować tego miejsca ale z czasem przyznacie również, że wcale nie było tak strasznie.
Dużo zdrowia dla maluchów!

poniedziałek, 21 lutego 2011

Klapsy - WOLNO / NIE WOLNO ???

Większość rodziców jest zdania, że nie należy stosować kar fizycznych jako metody dyscyplinowania dziecka, CHYBA że na to szczególnie zasłuży - istnieją uzasadnione sytuacje w których klaps jest w porządku. Większość rodziców jest również zdania, że dziecko jest pełnoprawną istotą, która czuje, odbiera świat, przeżywa emocje i zasługuje na szacunek. W takim razie nasuwa się pytanie:

Czy ta większość rodziców dałaby klapsa swojemu niezdyscyplinowanemu szefowi, który po raz kolejny odrzucił raport?

Do myślenia to z pewnością skłania, natomiast nie rozwiązuje podstawowego problemu rodzica, bezkutecznie zmagającego się ze złością pociechy. Nie ulega wątpliwości, że dziecięce histerie należą do jednych z najbardziej stresujących sytuacji w życiu każdej mamy czy taty. Z jednej strony kochamy i ciężko nam być stanowczym i konsekwentnym, z drugiej jednak emocje zaczynają się kotłować, cierpliwość ulatuje a jej miejsce zajmuje chęć pokazania łobuzowi kto tu rządzi. Złość jednak szybko mija a jej miejsce zajmuje ogromne poczucie winy - "przecież ja tak kocham, nie chciałem/am". Drogi Rodzicu, każdy ma prawo popełnić błąd, ale pamiętaj, że pomiędzy myślą: "kocham, nie chciałem" a "kocham, ale musiałem" jest bardzo cienka granica. Dzieci są tylko dziećmi, nie ważne jak bardzo będą się starały, impulsywność zwycięży. One mogą stracić kontrolę, rodzic nie.

Zapraszam do zapoznania się z artykułem: "Jak nie dać klapsa, gdy emocje sięgają zenitu?" !

środa, 9 lutego 2011

Depresja poporodowa - co ze mnie za matka?

Temat ważny, temat trudny, temat o którym trudno jest mówić.

Rodzi się dziecko - szczęście, skarb, cudo. Bez względu na to, w jaki sposób poród przebiegł, naturalnie czy przez cięcie, prawidłowo czy nie - rodzi się to maleństwo, które na zawsze zmieni życie kobiety i mężczyzny. Słusznie czy nie, ale panuje przekonanie, że kobieta z chwilą urodzenia dziecko już je kocha, mężczyzna za to musi się tej miłości nauczyć. Kobieta instynktownie wie, czego potrzeba jej dziecku, wie kiedy jest głodne, wie kiedy je boli, wie jak zareagować. Jest przecież matką.
Oczywiście zdarzają się chwile zwątpienia, zmęczenie, bezradność, drażliwość, płaczliwość - macierzyństwo wiąże się z wieloma trudnościami, mija trochę czasu zanim młoda mama nauczy się swojego dziecka. Ale przecież to wszystko przejdzie, będzie spokojniej, dziecko podrośnie, pokarm napłynie, kolki miną, humor się poprawi. Jest przecież matką, trzeba się wziąć w garść.

Ale co zrobić w sytuacji, kiedy ten, tak często obecnie opisywany, baby blues nie mija? Kiedy przygnębienie nie przechodzi, łzy nie schną, a poczucie bezradności i beznadziejności narasta? Kiedy maleństwo nie tylko nie cieszy, ale łagodnie mówiąc drażni, a pytająco - oceniający wzrok rodziny jeszcze bardziej dobija?

Badania wskazują, że u ok.10% młodych matek (w niektórych źródłach podaje się 10-20%) rozwija się depresja poporodowa. Co dziesiąta mama cierpi więc nie umiejąc odnaleźć się w macierzyństwie, nie umiejąc cieszyć się swoim dzieckiem i miłością do niego, nie umiejąc znaleźć rozwiązania. Depresja poporodowa jest bardzo poważną chorobą, która może doprowadzić kobietę do próby samobójczej. Młoda matka potrzebuje wsparcia rodziny i terapeuty do tego, aby odzyskać zdolność i radość z opieki nad dzieckiem.

Zapraszam do przeczytania artykułu n.t. depresji poporodowej:


Kobiecie u której rozwinęła się depresja poporodowa jest bardzo trudno poprosić o pomoc. Jak przyznać się do tego, że nie umie się być matką?  Rodzina często widzi niepokojące objawy, trzeba więc reagować. Są specjaliści zajmujący się tym problemem, często gotowi przyjechać do domu młodej mamy.
Nie wolno bagatelizowac choroby, ale pomóc można bardzo wiele.

sobota, 5 lutego 2011

Dla rodziców żłobeczkowych

Kochani,

Każdy rodzic dziecka żłobkowego z pewnością pamięta pierwsze dni w nowej placówce. 
Lub tygodnie...Lub miesiące... (tak tak,to też się zdarza...) 
W każdej sytuacji przygoda ze żłobkiem stanowi ogromne wyzwanie zarówno dla dziecka jak i jego rodziców. Kiedy się maluch przyzwyczai - pojawiają się choroby, kiedy wyzdrowieje - znowu musi się przyzwyczajać. Prędzej czy później jednak się udaje i w końcu odzyskujemy domowy spokój a wyprawie do żłobka przestaje towarzyszyć lament i wielkie łzy.

Zapraszam do przeczytania artykułu "Moje dziecko idzie do żłobka" - dla wszystkich rodziców oczekujących na miejsce, planujących zapisanie brzdąca do placówki lub aktualnie toczących nierówną walkę z kategorycznym

NIE DLA ŻŁOBKA

http://kobieta.wp.pl/kat,26321,title,Moje-dziecko-idzie-do-zlobka,wid,13099405,wiadomosc.html

I pamiętajcie: spokojny rodzic to spokojne dziecko, mam nadzieję że artykuł pokaże światełko w tunelu : )

wtorek, 1 lutego 2011

Artykuły

NIEEEE !!!
JA NIE CHCĘ !!!
JA CHCĘ !!!

Te słowa 2-latki po prostu UWIELBIAJĄ, nauczyły się ich najwcześniej i ćwiczą je całymi dniami. I nocami. Dla wszystkich rodziców u kresu sił...
Zapraszam do poczytania mojego artykułu o małych buntownikach:

http://kobieta.wp.pl/kat,26321,title,Ratunku-Gdzie-moje-grzeczne-dziecko,wid,13087406,wiadomosc.html

A kiedy nie wiemy jak pomóc maluszkowi w zmaganiach z potworami i duchami, trudną sytuacją w domu czy strachem przed lekarzem, zapraszam do artykułu o dziecięcych lękach:

http://kobieta.wp.pl/kat,26321,title,Mamo-Tato-W-mojej-szafie-mieszka-potwor,wid,13087554,wiadomosc.html